Sama nie wiem

Uzewnętrznianie się na blogu, którego prawdopodobnie nikt nie czyta. Pomocne? Tak. Sama sobie się dziwię, dlaczego nie piszę tego wszystkiego w jakimś śmiesznym kolorowym pamiętniku, który cały czas mogę nosić przy sobie zajrzeć do niego w każdym możliwym momencie. Anonimowy blog jest łatwiejszy, mogę napisać tu wszystko i nic. Mogę kłamać i mówić prawdę, no bo kto mi udowodni, że jest inaczej? To, co piszę dla siebie i dla nielicznych, którzy przypadkowo tu trafiają, jest tajemnicą. Kto wie kim jestem i wie, że to piszę? Tylko osoby, które wyczuły po przeczytaniu jednego z tekstów, że to właśnie ja. Nie wiem po czym wyczuły, po stylu, po uczuciach, a może po błędach stylistycznych.  Wiecie co jest śmieszne? Że osoby, od których najbardziej chciałam usłyszeć „to Ty” tego nie powiedziały, w tamtym momencie zaczęłam zastanawiać się „czy my naprawdę się przyjaźnimy?”, „czy Ty mnie naprawdę znasz?”, słyszałam nawet „dziewczyna musi mieć złamane serce” albo „nie wysyłaj mi takich rzeczy, za bardzo mnie dołują”. Żadna z tych osób nie połączyła tego ze mną, znając doskonale moje uczucia, tak przynajmniej mi się wydawało. Było to dawno, kto wie, może  kiedyś znów spróbuję, znów sprawdzę, może wtedy właśnie się uda. Uda się poczuć, że ktoś rozumie mnie w stu procentach, nie że czuje to samo i doskonale potrafi określić mnie, po prostu, że wie „co u mnie” i „jak u mnie”. Brakuje mi w życiu kogoś, kogo miałam kiedyś. Nie chodzi mi tu o wielką miłość, drugą połówkę, tego uczucia niestety jeszcze nie zdążyłam zaznać… Chodzi mi o przyjaźń, przyjaźń, która była już bliska rozpadowi, a aktualnie jest w trakcie reanimacji, ale czy powróci do dawnej formy? Tego nie wiem…  Brakuje mi w życiu osoby, od której ewidentnie czuję, że jestem w jej życiu najważniejsza lub jestem taką osobą, której nie można zastąpić, brakuje mi też świadomości, że ktoś jest dla mnie taką osobą w stu procentach. Może to głupie, może nie, nie wiem. Chciałam pisać o czymś zupełnie innym, wyszło inaczej, ale to znów coś, co wstukuje się w klawiaturę samo, nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie wiem dlaczego, wiem, że coś tu się pisze i że to prawdziwe, że zwyczajnie to czuję. Nie wiem co robię, dlaczego tu jestem, po co tu jestem, nie wiem co zrobić ze swoim życiem, niby dramatu nie ma, ale momentami są niewyobrażalne kryzysy, których niczym nie mogę zatrzymać.

Przyjaźń, miłość, może to tylko słowa, które nic nie znaczą?

Jak się czujesz kiedy (…)?

Jak się czujesz kiedy masz ochotę jedynie zapomnieć o problemach? Masz wtedy ochotę zjeść czekoladę i lody oglądając z zaciekawieniem po raz setny Pamiętnik Bridget Jones? Fakt to film idealny  nie tylko na problemy damsko-męskie, na każde, jak nie poprawi Ci humoru, wręcz przeciwnie spieprzy Ci go- to i tak pokazuje Ci problemy inne niż masz Ty. Wracając, kiedy masz ochotę pozbyć się choć na chwilę ze swojej głowy problemów, wcale nie odczuwasz głodu, jedyne co odczuwasz to bezsilność, poczucie bezradności, beznadziejności i brak jakiegokolwiek pomysłu na rozwiązanie Twoich rozterek. Dlaczego? Czekolada, lody i film to idealny sposób na dogłębne przemyślenie problemów, przeanalizowanie ich i próbę odnalezienia odpowiedniego wroga dla nich, żeby zapomnieć nie chcesz czuć nic, chcesz się położyć twarz wtulając w poduszkę i tak leżeć do usranej śmierci. Nieważne czy problem dotyczy pieniędzy, przyjaźni, miłości czy czegokolwiek na czym Ci zależy, by zapomnieć nie możesz robić czegoś, co „pomaga” na jesienne chandry. Żeby choć na chwilę zapomnieć nie pomoże Ci wcale skakanie na trampolinie czy pływanie, nie pomoże Ci wyjście na imprezę czy na koncert, jedyne co może Ci pomóc to NIC, zwyczajnie NIC. Próbowałaś kiedyś nie myśleć o niczym? Dać swojemu mózgowi urlop? (tak, wiem, że z medycznego punktu widzenia nie jest to możliwe) Jeśli nie, spróbuj, to nie boli, wbrew pozorom. Odprężenie, jedyne czego Ci potrzeba. Katharsis. Odpuść na 10min, by wrócić do walki ze zdwojoną siłą.

Podejmiesz się wyzwania?

Nowy rok- nowa ja, sranie w banie

Nowy rok, nowa ja. Sranie w banie. W moim przypadku jedyne co chciałam zrobić po świętowaniu wtargnięcia w moje życie nowego roku to kupić paczkę fajek, bo myśl o kolejnych beznadziejnych 366 dniach powoli zaczęła mnie zabijać. Nie, nie palę nałogowo. A czym się będzie różnił ten rok od tamtego? Cyferką. I dla cyferki ludzie chcą się zmieniać? To całkiem ciekawe. Prawda jest taka, że jak chcesz coś zrobić ze swoim życiem, zrzucić nadmiar kilogramów, od których wyglądasz jak tłusta świnia, rzucić palenie, które jako jedyne pomaga Ci w zniwelowaniu bólu dupy, zmniejszyć spożywaną ilość alkoholu, bo przecież jest tak kaloryczny, że Twoje metabolizm przechodzi kryzys to zrobisz to kurwa 15 maja o godzinie 12.43, jeśli akurat wtedy tego zechcesz. Po chuj czekać na 1 stycznia? 1 stycznia ma większą moc niż 31 grudnia? 1 stycznia da Ci gwarancję, że wszystko się zmieni? Że tym razem Ci się uda? To tak samo jak z poniedziałkiem, nie ten- to następny. Nie udało Ci się 1 stycznia, bo 31 grudnia najebałeś się jak szpadel i w nowy rok kacowałeś jak nigdy wcześniej? Spoko, następnym razem nie pij i na pewno w 2017r Ci się uda.  Pewnie wszyscy myślicie, że to ja mam teraz ból dupy, bo ktoś tam sobie coś postanowił w głupim dla mnie terminie. Może mam, a co to kogo obchodzi. A i pamiętajcie, żeby o wszystkich swoich postanowieniach poinformować fejsa, insta, snapa, twittera i co tam jeszcze chcecie, bo przecież o to w tym chodzi, by ludzi widzieli, że coś robisz! HASZTAG HEALTHY LIFESTYLE HASZTAH NEW YEAR NEW ME, a no i oczywiście nie zapomnijcie o kliknięciu WEZMĘ UDZIAŁ w każdym wydarzeniu dotyczącym Nowego Roku, buźka!

 

 

kurwa

„Usiłuję wymyślić stosowne, przyzwoite słowo na wyrażenie moich uczuć. Jeszcze się jednak do końca nie obudziłem. Przychodzi mi do głowy tylko ‚kurwa’.”

– William Wharton

Kurwa. Często przychodzi Ci to do głowy? Często masz ochotę powiedzieć to na głos? Wykrzyczeć? Żeby wszyscy usłyszeli, że Ci źle? Że potrzebujesz pomocy, chociaż tak naprawdę pokazujesz, że w ogóle jej nie chcesz? Co chcesz  przez to osiągnąć? Co chcesz osiągnąć przez bycie w pełni niezależną? Raczej przez próby bycia niezależną. Bo niezależna prawdopodobnie nigdy nie będziesz. Masz kilka marzeń o życiu, znaleźć faceta marzeń, urodzić dwójkę dzieci, chłopca i dziewczynkę, najpierw chłopca żeby mógł bronić młodszej siostrzyczki, psa albo kota, żyć w tej idealnej rodzince, w której aż bije od atmosfery związku partnerskiego, w którym każde z Was wnosi tyle samo do rodziny, nie spędzacie całych dni w pracy, macie czas dla siebie, dla rodziny, dla przyjemności. Ale z drugiej strony, pojawia się koszmar. No skoro jest marzenie to jakaś zmora na pewno też.  Więc, w całkowitej opozycji staje Twoja druga wizja życia. Czujesz, ze wylądujesz jak typowa stara panna z masą śmierdzących kotów albo broń Boże, wpadniesz na jakiejś imprezie z facetem, którego imienia nawet nie pamiętasz, ale wtedy mało Cię to obchodziło? Świetnie trafiłaś. Oczywiście jest jeszcze połączenie dwój całkowicie różniących się opcji-  sukces. Pani Prezes. Pani Kierownik. Szefowa. Kobieta sukcesu byłaby idealną opcją, nie musisz się dla nikogo poświęcać, tylko dla siebie, a co tam Ty kogokolwiek obchodzisz. Nieważne, że cały czas myślisz tylko o sobie i czujesz, że jesteś dla siebie najważniejsza. Bo na dobrą sprawę, czujesz, że jesteś całkowicie sama. Nie samotna, w końcu raczej masz jakąś rodzinkę i przyjaciół, ale dalej sama. Sama to nie to samo co samotna. A może definicje są odwrotne. Czy to ważne? Nawet jeśli, trudno. Plan A albo plan B, C, D, E. Co z reszta co to kogo obchodzi? Plany, marzenia nie zawsze wychodzą. Planuj sobie co chcesz, zaplanuj sobie pogrzeb, a i tak każdy będzie miał to głęboko w poważaniu, bo „ona na pewno by tego nie chciała”, tak samo w życiu, o którym decydujesz teoretycznie Ty, nigdy nie wiesz co odpowie na Twoje błagania czy rozterki dobrze znany wszystkim kolega Los. Oczywiście, nasza podświadomość cały czas wierzy w opcję pełną kolorowych, jasnych barw, pełną szczęścia, spełnienia i reszty śmiesznych bzdetów, ale życie jest troszeczkę inne. Nie spodziewaj się. Możesz działać, ale nie spodziewaj się, że Twoje działania dojdą do upragnionego celu. Próbujesz zapanować?

Upadek?

„Chciałabym podziękować. Komu? Tobie. Za co? Za to, że jesteś.” Zwyczajnie, ckliwe słowa, które wbrew pozorom dalej działają i naprawdę mogą być szczere. Dziękujemy ludziom bardzo rzadko, boimy się ich reakcji czy własnej? Nie chcemy pokazać swojej słabości? Tego, że potrzebujemy kogoś, kto po prostu przy nas jest? To trudne… Kolejne znane wszystkim słowa „przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas kiedy upadamy” czy są prawdziwe? Nie mam co do tego wątpliwości. Dlaczego? Bo przyjaciel wcale nie musi nam doradzać, nie musi wymyślać sposobów na rozwiązanie problemów, wystarczy, że jest przy nich z nami, nie zostawia nas samych, kiedy go najbardziej potrzebujemy, potrafi zobaczyć kiedy coś jest nie tak i zwyczajnie z nami wymownie pomilczeć. Czasem zwykłe spojrzenie, zwykły uścisk potrafią doprowadzić nas do łez, tylko dlatego, że odczuwamy chęć podzielenia się z naszym małym światem problemem, który nas gryzie lub powoli pożera w całości. Szkoda, że czasem nie udaje nam się tego zrobić i dalej walczymy sami, udając przed wszystkimi, że jesteśmy wystarczająco silni, tym samym płacząc samotnie nocami… Nasza podświadomość mimo chęci zatrzymania wszystkiego dla siebie, zaczyna szukać sojuszników w walce. To naturalne zjawisko człowieka, który ma w sobie choć trochę empatii.

Jednak kim jest przyjaciel? Czy przyjacielem można być i nagle przestać nim być? Czy to już nie jest czyste przyzwyczajenie do przyjaźni, która istnieje już tylko w pięknych, kolorowych wspomnieniach? Przyjaciel to ktoś, komu masz chęć mówić… Przyjaciel to ktoś, kto „widzi”…kto nie znika nagle „bo”…

Jeden krok, jedna myśl, w którą stronę?

O P R

Życie płata nam figle, nigdy nie wiemy czego się spodziewac, co robic a czego nie robic by bylo dobrze. Wszyscy miewamy dołki i wzniesienia, tylko czy wszyscy reagujemy na nie tak samo? Oczywiście, że nie. Nie dośc, że świat podzielony jest na trzy grupy- optymistów, realistów i pesymistów to jeszcze każda z nich ma całą gamę oddzielnych, różnorodnych charakterów. Nie ma w tym nic dziwnego ani zaskakującego. Podobno optymiści lepiej radzą sobie z porażkami, tylko czy to na pewno prawda? Czy optymiści nie przygotowują się z góry na odniesienie choc w niewielkiej części sukcesu? Chyba dośc często spotyka ich rozczarowanie… Chociaż na pewno potrafią sobie z tym radzic, w koncu jak wyleje Ci się zupa na podłogę i nie masz czym nakarmic rodziny, sprzątając ją cwiczysz kolejne mięśnie. O tak, przecież zawsze są jakieś pozytywy :). Za to pesymiści we wszystkim widzą zagrożenie, wszystko będzie źle, wszyscy zginiemy, a jak nie zginiemy to na pewno porwą nas kosmici. Zdobyłeś świetną pracę, w której czujesz się zajebiście i nie chcesz zamienic jej na żadną inną? Na pewno będziesz pracowac 30h na dobę, nie zaznasz nigdy spokoju, aż w koncu i tak umrzesz. Zostają realiści. Wydawałoby się, że jest to idealna opcja. Gówno prawda 🙂 Nie ma idealnych opcji. Ale zdecydowanie jest najlepszą, przynajmniej według mnie. Realista nie przygotowuje się z góry ani na dobre ani złe, nie szuka naciąganych pozytywów ani negatywów, patrzy tak jak powinno się patrzec na świat, nie zmienia go w swoich oczach, nie zmienia go w oczach innych. Chociaż z tym drugim to tak nie do końca, ale w innym kontekście bardzo ładnie by zabrzmiało. Co robic? Kim byc? Tego nie da sie wybrac, nie można się zapisac do optymistów jak do kółka fotograficznego. Najlepiej zostac soba, spokojnie, ludzie i tak kiedys sie zaetykietują, jak nie jako pesymistę, realistę lub optymistę to coś na pewno znajdą, całe szczęście 🙂

Marzysz?

Marzę. O czym? Nie wiem. To niedefiniowalne i chyba dość abstrakcyjne, pojęte dla mojego serca, w żaden sposób dla mózgu. Czuję, że marzę, ale wolę zwyczajnie o tym nie myśleć. Dlaczego? Bo boję się kolejnego rozczarowania, kolejnego niepowodzenia. Tak naprawdę nic złego się nie dzieje, nie na zewnątrz… Wewnątrz cała na spokojnie buzuje. Owszem, na spokojnie. A przynajmniej tak to czuję. Czy kiedykolwiek zdołam to zrozumieć lub wytłumaczyć? Nie wiem. Nie wiem tylu rzeczy, tyle rzeczy zostaje pod znakiem zapytania, jednym wielkim nie do zniesienia znakiem zapytania. Boję się odpowiadać na własne pytania. Rozum podpowiada mi proste, racjonalne odpowiedzi, właściwie wolne od ryzyka rozczarowania czy strachu, ale czy zwycięża z tym co czuję? Nie zawsze, a właściwie prawie nigdy. Chociaż próbuję się kontrolować i w ciągu dnia zazwyczaj mi to wychodzi, wieczorami, a raczej nocami- nie jest tak łatwo. Kiedy zostaję sama ze swoimi myślami z towarzyszącą mi smętną muzyką w tle, nie jestem w stanie odpędzić od siebie marzeń i „złych-dobrych” myśli. Czemu „złych-dobrych”? Bo są super pozytywne, tylko niestety bez pokrycia. Źle wpływają na mnie i na osoby, z którymi przebywam… Ups, coś znów poszło nie tak jak powinno…